Chcę otrzymywać aktualności dotyczące spektakli

Przedstawienie świąteczne w szpitalu św. Andrzeja - komedia Raya Cooneya

OCH-TEATR | Data: 11-12-2017, godz. 17:00 | Miejsce: Opera Krakowska

To utwór sceniczny uznany za najzabawniejszy wśród dorobku mistrza farsy Raya Cooneya. Tu akcja toczy się w sposób zaskakujący i skomplikowany, podczas dni poprzedzających święta, w szpitalu św. Andrzeja w Londynie, w którym właśnie przygotowuje się dla pacjentów przedstawienie okolicznościowe i odbywa się zjazd neurologów. Jednocześnie, wszyscy lekarze, pielęgniarki i ich rodziny, także pacjenci, zostają wplątani w problemy osobiste jednego z lekarzy, który tego dnia dowiaduje się że ma dorosłego, nieślubnego syna. Syn przybywa do szpitala razem z matką, byłą pielęgniarką, tego właśnie sądnego dnia….
Jak zwykle u Cooneya - szalone tempo, niespodziewane rozwiązania, wyraziste charaktery. Plejada znakomitych aktorów, wspaniałe role, kolejna reżyseria Krystyny Jandy i śmiech do łez. 

Obsada: 

DR DAVID MORTIMORE: Marcin Perchuć

DR HUBERT BONNEY: Cezary Żak

DR MIKE CONNOLLY: Maciej Wierzbicki

PRZEŁOŻONA PIELĘGNIAREK: Katarzyna Żak

SIR WILLOUGHBY DRAKE: Piotr Machalica/Mirosław Kropielnicki

JANE TATE: Bożena Stachura

ROSEMARY MORTIMORE: Aneta Todorczuk - Perchuć

BILL: Grzegorz Warchoł

PIELĘGNIARKA ODDZIAŁOWA: Alicja Przerazińska

SIERŻANT POLICJI: Adam Krawczuk

LESLIE: Otar Saralidze/Aleksander Sosiński

MATKA: Aleksandra Górska

 

Czas trwania: 120 minut, 1 przerwa

Data premiery: 14 grudnia 2013

Tytuł oryginalny: It runs in the family

Przekład: Elżbieta Woźniak

Reżyseria: Krystyna Janda

Scenografia: Maciej Maria Putowski

Kostiumy: Małgorzata Domańska, Maciej Maria Putowski

Światło: Paweł Szymczyk

Dźwięk: Michał Cacko

Asystent scenografa: Małgorzata Domańska

Producent wykonawczy i asystent reżysera:Alicja Przerazińska

 

Siostro, maska z podtlenkiem azotu dla wszystkich!

recenzja spektaklu „Przedstawienie świąteczne w szpitalu Św. Andrzeja” w Och-Teatrze

Ray Cooney kolejny raz zawitał do Och-Teatru. Sztuki jego autorstwa – „Mayday” i „Mayday 2”, cieszą się niegasnącym sukcesem i niezmiennie przyciągają tłumy głodnych śmiechu widzów. Najnowszy spektakl pod tytułem „Przedstawienie Świąteczne w szpitalu św. Andrzeja” choć miał premierę zaledwie kilka dni temu, wzbudza niemałe zainteresowanie, a bilety na najbliższe terminy sprzedały się w oka mgnieniu. Czy to dowód na to, że ludzie potrzebują radości? A może to zasługa tak bezbłędnej obsady? Jedno pozostaje niezmiennie pewne – mistrz gatunku w rękach mistrza, bo oto kolejny raz reżyserem tej misternie utkanej konstrukcji jest Krystyna Janda.

 

Farsa nie jest prostym utworem. Jeśli kiedykolwiek chciałeś tak pomyśleć – wyłącz myślenie! Największa wartość i zarazem największe przekleństwo tego gatunku to jego szaleńcze tempo i akcenty, które tak jak kropka kończąca zdanie muszą zostać postawione w dokładnie odpowiadającym sobie miejscu. Nie trzy słowa wcześniej, nie zdanie później. Niebezpieczne tempo i nieustanne zwroty akcji sprawiają, że widownia ginie gdzieś we własnym śmiechu. Zapętla się, osiągając maksimum, wycisza – prowadzona przez aktorów, by za chwilę znów wpaść w spazmatyczny wir euforii. Osiągnięcie takiego efektu to niebywale mozolna praca, okupiona litrami potu i zmęczenia. I kolejny raz w Och-Teatrze triumf. Udało się! Nie ma mowy o pomyłce, o dogrywaniu, o przypadkowych emocjach.

„Przedstawienie świąteczne w szpitalu Św. Andrzeja” to spektakl, który nie może się nie spodobać, chociaż niewątpliwie może i będzie zadziwiać. Zwykły dzień w Szpitalu Świętego Andrzeja w kilka chwil zmienia się w niekończącą się lawinę komplikacji, dziwnych zbiegów okoliczności i niespodziewanych gości. Niezbyt rozgarnięty doktor Mortimore (Marcin Perchuć) przygotowuje się właśnie do swojego przemówienia, które wygłosić ma na zjeździe neurologów odbywającym się w szpitalu. Pozostały personel namiętnie ćwiczy swoje role, przygotowując się do przedstawienia świątecznego wystawianego dla pacjentów i ich rodzin. Nie byłoby w tym nic spektakularnego, gdyby nie niespodziewana wizyta dawnej kochanki, pijany nastolatek biegający po szpitalu w poszukiwaniu ojca, koszmarnie sympatyczny pacjent z lekką amnezją starczą, a także nierozgarnięty, ale czujny sierżant policji. Co dobrego może z tego wyniknąć?

Błyskotliwa i znakomita komedia, rzecz jasna. Zapętleni w piramidzie chaosu, natłoku paradoksów i dziwnych zdarzeń aktorzy imponująco radzą sobie z poskromieniem rzeczywistości. Są bezbłędni, ich kreacje wzajemnie się przenikają, nie ma półśrodków i pół-śmiechu. Jest szaleństwo.

Każda z kreacji niesie w sobie coś niesamowitego. Niewątpliwie bohaterami tego spektaklu są Marcin Perchuć i Cezary Żak. Godna podziwu jest ich kondycja, ich nieprzejednana energia, plastyczność z jaką bawią się emocjami, skacząc, bez kropli grymasu na twarzy, od euforii do szaleńczej furii. Nie zawiedli także obyci już z Cooneyowskim tempem Adam Krawczuk i Maciej Wierzbicki. Miłośnicy Och-Teatru z pewnością będą pamiętać kreacje panów ze spektaklu „Mayday”, w którym nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do swoich umiejętności technicznych. W „Przedstawieniu Świątecznym…” wyłącznie je potwierdzają – Wierzbicki jako niebywale gibki i barwny dr Connolly, Krawczuk natomiast jako szalenie ekspresyjny i intrygujący sierżant policji. Warto zauważyć, że to kolejna mundurowa kreacja Adama Krawczuka w farsie Cooneya – należy więc podkreślić nie tylko jego umiejętność tworzenia postaci, ale także ich unikatowość. Mimo wielu podobieństw, Krawczuk stworzył figurę zupełnie różną od znanego publiczności z kultowego hitu „Mayday” inspektora Porterhousa’a. Bożena Stachura grająca byłą kochankę doktora Mortimore’a wnosi na scenę dużo lekkości, ma się jednak wrażenie, że jest zbyt spokojna, stłumiona, momentami jakby nieobecna. W duecie ze swoim synem (w tej roli genialny Otar Saralidze) natomiast odzyskuje blask i charakter. Nie można nie wspomnieć o Billu, którego stworzył Grzegorz Warchoł. Irytujący, przemądrzały, nieco przygłuchy pacjent – zabawka, staje się niebywałym kreatorem niezliczonych wybuchów śmiechu i oklasków na widowni. Warchoł jest zabawny, prawdziwy, kreacyjnie nie do zastąpienia. Każda z postaci niesie ze sobą coś ciekawego, jakąś energię, która napędza przedstawienie dalej i dalej, zapętla historie i zawiązuje paradoksy. Ostry Piotr Machalica, zabawna Katarzyna Żak, ujmująca Aleksandra Górska – na scenie aż tłoczno od nadmiaru aktorskich doskonałości. Matka z synem, mąż z kochanką, gej z dziewczyną. Tutaj wszystko miesza się ze wszystkim, ale nic nie jest przypadkowe.

Każdy charakter obrysowany jest grubą kreską absurdu. Wszystko jest mocne, karykaturalne. Wszystkie psychologiczne zapętlenia podawane są skrajnie silnie, by rozbawić widza i trafić w punkt. To jest właśnie misterna konstrukcja farsy – tutaj wszystko musi mieć swoje tempo. Ten sam żart, gest, jedna reakcja zagrana trzy sekundy później nie będzie już bawić. Krystyna Janda nie zawiodła. Ponownie prezentuje twór doskonały. Poprowadziła aktorów umiejętnie i subtelnie, wszystko jest precyzyjnie, z wyczuciem. Aktorzy grają na maksymalnych wibracjach, a w odbiorze spektakl wydaje się być zabawną, lekkąigraszką, kunsztowną rozrywką. Nie czuje się spięcia, nie jest na wyrost. Aktorzy nie próbują być zabawni na siłę. Dzięki temu „Przedstawienie Świąteczne w szpitalu Św.Andrzeja” ogląda się z taką lekkością, chociaż trudno jest złapać oddech między jednym a drugim wybuchem śmiechu. To jest sztuka. Sztuka mistrza farsy, sztuka reżysera, a przede wszystkim sztuka aktorskich kreacji. Nie możesz tego przegapić. Pamiętaj, zadbanie o higienę własnego umysłu to prawdopodobnie najlepszy prezent świąteczny, jaki możesz sobie podarować. Nie tylko na święta.

katarzyna hanna binkiewicz

krytykat